12. Rozdział dwunasty - Ośmielam pozwolić sobie być twoją, twoją jedną jedyną, obiecuję, że jestem tego warta, więc chodź, daj mi szansę.

od aurotki: no i jestem! o wiele szybciej, niż ostatnio, mam nadzieję, że to dobrze. mam cholernego stresa z wiązku z dodaniem tego rozdziału, ale modlę się w duchu, aby nie wypadło tak źle.
powoli zliżamy się do końca, zostały może jeszcze trzy, cztery rozdziały i epilog. nie mogłabym jednak pożegnać się z naszymi bohaterami na zawsze, więc w planach mam napisanie drugiej części All Coming Back. już teraz zapraszam do obejrzenia zwiastuna, który wykonałam: TUTAJ. dajcie znak w komentarzach, czy wam się podoba.
nie przedłużając, zapraszam do czytania! x



one and only

 „Czy wiedząc, jak to wszystko się później potoczy, zdecydowałabym się na kroki, które wtedy podjęłam? Prawdopodobnie tak, ponieważ miłość, którą go obdarzyłam była tak silna, że nic nie było w stanie jej zakłócić. I jedyne, czego teraz żałuję, to fakt, że zbyt rzadko mówiłam mu, jak bardzo go kocham.”

    „Tego dnia, patrząc w jego ciemne tęczówki, wypełniał mnie strach. Strach przed tym, że mogłabym go stracić, bezpowrotnie. Bałam się momentu, w którym musiałabym się z Nim pożegnać. Strach przed tym, że już nigdy więcej nie miałabym poczuć jego ciepła był paraliżujący, jednak wydaje mi się, że był to także moment, w którym definitywnie się w nim zakochałam.”


1.

     Nieśmiało przypatrywałam się twarzy Zayna, starając się wyczytać z niej jakiekolwiek emocje. Między nami wciąż panowała uciążliwa cisza, której żadne z nas nie było w stanie przerwać.
    Chciałam, aby powiedział cokolwiek. Mógłby zacząć krzyczeć i patrzeć na mnie z nienawiścią, przez co bolałoby mnie serce; mógłby spokojnie, szeptem, odwracając wzrok powiedzieć mi, abym stąd wyszła i nigdy nie wracała. Cokolwiek, byleby tylko przerwać tą przerażającą ciszę.
    Kiedy nic nie wskazywało na to, aby Mulat miał odezwać się pierwszy, wzięłam głęboki wdech i postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. Nie wiedziałam, co z tego wyniknie i czy nie będzie to ostatnia rozmowa z nim, jednak wiedziałam, że gdybym odpuściła, żałowałabym tego do końca życia.
    - Zayn, ja… naprawdę chciałabym wytłumaczyć ci to wszystko – zaczęłam, twardo skupiając spojrzenie na jego twarzy. Chłopak natomiast spuścił wzrok i zaczął przyglądać się swoim dłoniom. Westchnęłam i postanowiłam kontynuować. – Nie sądzę jednak, abym odnalazła do tego odpowiednie słowa. Popełniłam ogromny błąd i gdybym tylko mogła udowodnić ci jakoś, jak bardzo tego żałuję, zrobiłabym to w każdej chwili.
    Przerwałam i robiąc kilka kroków, znalazłam się tuż obok niego. Wciąż nie podniósł na mnie swojego wzroku, dostrzegłam jednak, jak mocno zaciska pięści. Powoli i delikatnie chwyciłam go za jedną z dłoni, na co drgnął nieznacznie i w końcu na mnie spojrzał. W jego ciemnych tęczówkach nie potrafiłam dostrzec niczego, co powiedziałoby mi, w jakiej jestem sytuacji; były zimne i niemal bezlitosne.
     Poczułam nieprzyjemne ukłucie w okolicach serca, jednak nie mogłam się teraz poddać. Delikatnie przejechałam kciukiem po jego dłoni, po czym mocniej ją ścisnęłam.
    - Jestem tu teraz, dla ciebie, Zayn – szepnęłam. – Pozwól mi być twoją. Daj mi szansę, abym mogła udowodnić, że na to zasługuję.
     W momencie, kiedy wypowiedziałam te słowa, całe zimno w jego spojrzeniu stopniało. Zamiast tego pojawiła się w nim iskierka, którą już kiedyś u niego widziałam, jednak wciąż nie potrafiłam jej zidentyfikować.
    Zayn delikatnie otulił swoją dłonią mój policzek, przyprawiając mnie o przyjemne dreszcze. Nie spodziewałam się, że aż tak brakuje mi jego dotyku. Chwilę potem jego kciuk przejechał po moich wargach, które rozwarły się lekko pod jego wpływem.
     Chłopak uśmiechnął się delikatnie i pochylił się w moją stronę, sprawiając, że moje serce przyśpieszyło rytm swojego bicia.
    - Byłbym największym idiotą, gdybym pozwolił ci odejść – mruknął cicho, jeszcze bardziej zbliżając swoją twarz do mojej. – Wierzę ci.
    Po tych słowach pocałował mnie, a dotyk jego ust sprawił, że zakręciło mi się w głowie. Był dla mnie niczym narkotyk, bez którego nie mogłabym przetrwać nawet dnia.
    Już po chwili oddałam pocałunek, który z każdą kolejną sekundą stawał się coraz bardziej zachłanny. Wplotłam place w jego gęste włosy i przysunęłam się jeszcze bliżej jego ciała. Chłopak złapał mnie za biodra i przycisnął do siebie, a przez pocałunek mogłam wyczuć, jak delikatnie się uśmiecha.
    Nawet nie wiem kiedy wspięliśmy się po schodach na wyższe piętro i znaleźliśmy się w jednym z pokoi, który prawdopodobnie należał do Zayna. Wystarczyło nam kilkanaście sekund, aby pozbyć się ubrań, które mieliśmy na sobie. Chłopak delikatnie ułożył mnie na łóżku, wciąż nie odrywając ode mnie swoich warg. Liczył się tylko on i jego dłonie, które błądziły po moim ciele – nie przejmowałam się tym, że na dole wciąż znajdują się Domi z Louisem, lub że reszta zespołu także może już wrócić. Teraz był tylko Zayn, który w tak krótkim czasie stał się dla mnie całym światem.
    Kiedy wszedł we mnie delikatnie, czułam się tak, jakby wszystko wokół eksplodowało w jednym momencie. Uczucie spokoju i ogromnej radości rozlało się po moim ciele, znajdując skupisko w sercu, które sprawiało wrażenie, jakby rozrosło się od nadmiaru pozytywnych emocji.
    Jego ruchy powoli stawały się coraz szybsze i sprawiały mi ogromną przyjemność. Błądziłam dłońmi po jego plecach, co jakiś czas mocniej wbijając paznokcie w jego skórę. Nasze oddechy stawały się coraz głośniejsze, a na ciele pojawiały się powoli kolejne kropelki potu.
    W pewnym momencie nasze spojrzenia spotkały się i znów dostrzegłam tę charakterystyczną iskierkę w jego pięknych tęczówkach. Tym razem nie miałam jednak problemu z jej odczytaniem, ponieważ czułam dokładnie to samo, co on.
    Zayn mnie kochał.
    A ja kochałam go równie mocno.


2.

    Powolnymi ruchami kreśliłam wzory na nagiej klatce piersiowej Zayna, uśmiechając się delikatnie pod nosem. Wtulałam się w jego bok, a on co jakiś czas całował mnie w czubek głowy, przyprawiając mnie o gęsią skórkę. Czułam się tak szczęśliwa, jak jeszcze nigdy w życiu; tak, jakbym w końcu odnalazła osobę, przy której jest moje miejsce, która jest mi przeznaczona, jakkolwiek głupio to brzmi.
     Moje życie znów stało się bajką, pięknym snem, chociaż jeszcze jakiś czas temu myślałam, że bezpowrotnie straciłam największe szczęście, jakie spotkało mnie w życiu. Teraz jednak to uczucie znów całkowicie mnie ogarnęło i dla kogoś mogło wydawać się to śmieszne, jednak cieszyłam się z mało przyjemnej sytuacji, która spotkała mnie w centrum handlowym. Dzięki tym dziewczynom dostałam szansę aby naprawić wszystko, co w jednej chwili zepsułam.
    Chcąc nie chcąc, do moich myśli wkradł się obraz Charliego, którego równie mocno zraniłam. Nie przestałam go kochać i zawsze będzie ważną częścią mojego życia, jednak wiedziałam, że teraz nie poczułabym się przy nim tak, jak czułam się przy Zaynie. Nie potrafiłam wyjaśnić tego nawet samej sobie, ale doskonale zdawałam sobie sprawę, przy kim moje serce zaczynało bić dwa razy mocniej.
    - O czym myślisz?
    Cichy głos Zayna wyrwał mnie z rozmyślań, jednak nie odpowiedziałam od razu. Nie chciałam psuć tej chwili wspomnieniami tego, co zdarzyło się kilka dni temu. Zdawałam sobie sprawę, że żadne z nas nie zapomni o tym tak szybko, miałam jednak nadzieję, że nie będziemy musieli więcej o tym rozmawiać.
    - Myślę o tym, jak bardzo jestem szczęśliwa – odpowiedziałam, nie do końca mijając się z prawdą. Uniosłam głowę i spojrzałam w jego czekoladowe, pełne ciepła spojrzenie. – I wdzięczna, za to, że mi wybaczyłeś.
    Usta Mulata wygięły się w uroczym uśmiechu, po czym mocniej przycisnął mnie do swojego ciała. Przez kolejne minuty leżeliśmy w ciszy, ciesząc się po prostu swoją obecnością.
    Dopiero jakiś czas później ubraliśmy się, doprowadziliśmy do porządku i trzymając się za ręce, zeszliśmy na dół. Mieliśmy zamiar zjeść coś razem na mieście, aby spędzić ze sobą jeszcze trochę wolnego czasu.
    Kiedy weszliśmy do salonu, dostrzegliśmy Domi i Louisa, drzemających razem na jednej kanapie. Uśmiechając się pod nosem, przeszliśmy cicho przez pomieszczenie i wyszliśmy na zewnątrz, od razu kierując się w stronę wyjścia z wielkiej posesji. Zayn ubrał okulary przeciwsłoneczne, które uprzednio zabrał z domu, po czym objął mnie ramieniem i uśmiechając się szeroko, pewnym krokiem ruszył przed siebie.
    Chwilę spędzone przy Mulacie dawały mi tak wiele szczęścia, że czasami wydawało się to aż nieprawdopodobne. Przez cały czas wspólnie żartowaliśmy, chłopak był miły i uroczy, z uśmiechem na twarzy zatrzymywał się i rozdawał autografy, kiedy jakaś fanka rozpoznała go na ulicy. Patrząc na niego widziałam ideał w najczystszej postaci i chociaż wiedziałam, że każdy posiada pewne wady, w tym momencie nie mogłam doszukać się w jego osobie ani jednej złej cechy.
    Słońce powoli chowało się za horyzontem, kiedy w końcu postanowiliśmy wrócić do domu. Przechodziliśmy właśnie obok jednego z wielu hoteli w mieście, trzymając się mocno za ręce i śmiejąc się z kolejnego żartu. Mieliśmy zamiar wrócić do rezydencji zespołu i namówić wszystkich do obejrzenia maratonu filmowego.
    - Widzę, że sielankowe życie wciąż trwa.
    Zatrzymaliśmy się gwałtownie, słysząc za sobą głos, który tak doskonale znałam. Powoli, ze strachem w oczach i szybko bijącym sercu odwróciłam się na pięcie, by spojrzeć prosto w ciemne oczy Charliego.


3.

    - Tak, ciociu, wszystko jest w porządku. Odezwiemy się z samego rana.
    Nacisnęłam czerwoną słuchawkę na klawiaturze telefonu, który dostałam od ciotki Adrianny, po tym, jak uszkodziłam swój, po czym rzuciłam go w kąt kanapy i powróciłam do całowania chłopaka, który zawładnął moim sercem. W końcu znów wszystko było tak, jak być powinno. Miałam przy sobie wspaniałą osobę i nie obchodziło mnie nic, co miało stać się później. Chciałam przeżyć z nim najlepsze chwile, nawet jeśli one miałyby trwać zbyt krótko.
    Głośne śmiechy dobiegające z korytarza zmusiły nas do oderwania się od siebie, co Louis skomentował przekleństwem, na co zachichotałam cicho. Wciąż wtulona w jego ciało, odchyliłam głowę, by dostrzec jak Liam, Niall oraz Harry wchodzą do pomieszczenia.
    - Tak myśleliśmy, że znajdziemy was tutaj. – Pierwszy odezwał się Irlandczyk, puszczając nam oko. – A gdzie drugie skowroneczki?
    Przewróciłam oczami, słysząc jego określenie. Wzruszyłam ramionami i odwróciłam głowę, po czym wtuliłam się w klatkę piersiową Louisa. Faktycznie nie miałam pojęcia, gdzie zniknęła moja przyjaciółka wraz z Zaynem. Nie chciałam się jednak o to martwić. Jeśli ich obydwoje nie było w domu, to mogłam jedynie sądzić, że udało im się dojść do porozumienia. A to sprawiało, że czułam się jeszcze bardziej szczęśliwa.
    Pół godziny później całą piątką siedzieliśmy przed telewizorem i rozmawialiśmy o minionym dniu. Okazało się, że ucieczka Zayna oraz Louisa z centrum handlowego mogła ponieść za sobą pewne konsekwencje, ale póki co zespół nie miał zamiaru się tym przejmować.
    Louis bawiąc się moimi włosami co chwila posyłał mi spojrzenia, od których po moim ciele przebiegały przyjemne dreszcze. Nie byłam pewna, czy kiedykolwiek mogłabym przyzwyczaić się do uczuć, które we mnie wzbudzał. Wiedziałam jednak, że są one dobre i jedyne, czego pragnęłam, to zatrzymać je na wieczność.
    Całe życie spędzone z Louisem Tomlinsonem wydawało się być dobrą perspektywą.
    W pewnym momencie szatyn nachylił się w moją stronę, tak, że jego usta znalazły się tuż koło mojego ucha.
    - Co powiesz na to, abyśmy się stąd ulotnili? – szepnął i złożył krótki pocałunek na mojej szyi, ponownie sprawiając, że przeszedł mnie paraliżujący dreszcz. – Teraz?
    Nieznacznie pokiwałam głową, starając się przywrócić bicie mojego serca do naturalnego stanu. Louis wstał z miejsca i chwycił moją rękę, po czym rzucając krótkie przeprosiny w stronę reszty chłopaków, wyprowadził mnie z pokoju. W ciszy nałożyliśmy buty i wyszliśmy z rezydencji, po czym skierowaliśmy się w stronę miasta.
    Słońce było już bardzo nisko, rzucając pomarańczowe światło na wszystko, co znajdowało się wokół nas. Przemierzałam kolejne ulice trzymając za rękę Louisa. Przez pewien czas między nami panowała cisza, ale była to dobra cisza, taka, która sprawia wrażenie jeszcze większej bliskości z drugą osobą.
    Co jakiś czas zerkałam na idącego obok chłopaka, uśmiechając się pod nosem. Miał naciągnięty na głowę kaptur od bluzy, jednak to nie przeszkadzało mi w dostrzeganiu spojrzenia, którym mnie obdarzał. Czułam się dzięki niemu tak, jak jeszcze nigdy wcześniej. Jak gdyby szczęście, którym mnie obdarzył, sprawiło, że stałam się inną osobą. Lepszą.
    W pewnym momencie, przechodząc przez raczej mało uczęszczaną uliczkę, Louis gwałtownie zatrzymał się przed barem, gdzie, jak głosiła niewielka tabliczka na drzwiach, tego wieczoru organizowane było karaoke.
    - Nawet o tym nie myśl – powiedziałam, ciągnąc go za rękę. – Dobrze wiesz, że wiele osób może cię tam rozpoznać i tyle ze wspólnie spędzonego wieczoru.
    Chłopak zaśmiał się cicho, po czym złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie, by zaraz złożyć pocałunek na czubku mojej głowy.
    - To raczej mało znany bar. – Jego głos brzmiał wesoło i przekonująco. – Wejdziemy tylko na chwilę, zaśpiewamy piosenkę i wyjdziemy, dobrze? Będzie fajnie, zobaczysz.
    Westchnęłam cicho i z rozbawieniem pokręciłam głową.
    - Niech ci będzie, ale zapomnij, że zaśpiewam z tobą.
    Kilka minut później siedziałam tuż przed samą sceną, na której Louis przygotowywał sobie mikrofon. W środku nie było zbyt wielu ludzi, lokal wydawał się być przeznaczony dla osób, które w tym mieście nie zarabiały dużo pieniędzy. Jednocześnie urządzony był przytulnie – z miękkimi, fioletowymi pufami i okrągłymi stoliczkami, na których paliły się świeczki, a w powietrzu można było wyczuć przyjemny, kwiatowy zapach.
    Kilka par, wieloosobowa rodzina i dwójka młodych dziewczyn przyglądała się Louisowi, który zasiadł na wysokim krzesełku i przyciągnął do siebie mikrofon. Chwilę później jego spojrzenie odnalazło mnie i wystarczyła chwila, bym zatopiła się w jego niebieskich tęczówkach.
    - Ten utwór chciałbym zadedykować osobie, która przyszła dziś tu ze mną. – Jego delikatny głos sprawił, że moje usta wygięły się w lekkim uśmiechu. – Jeszcze jakiś czas temu nie powiedziałbym, że na mojej drodze może stanąć ktoś, kto tak bardzo zawładnie moimi uczuciami. Ktoś, kto sprawi, że każdy kolejny dzień będzie lepszy od poprzedniego. Dzisiaj już wiem, że chciałbym dzielić z nią wszystkie najlepsze momenty mojego życia. Oddałem jej swoje serce i jedyne, czego teraz pragnę, to aby po prostu się nim zaopiekowała.
    Nawet nie wiem kiedy z moich oczu wypłynęły łzy wzruszenia. Z głośników zaczęła dobiegać spokojna muzyka, którą od razu rozpoznałam.
    „Little Things” w wykonaniu Louisa brzmiało cudownie, więc po chwili przymknęłam oczy, rozkoszując się jego subtelnym głosem. Wszystko wokół mnie jakby zniknęło; po prostu trwałam w tej chwili, czując, jak motyle w moim brzuchu rozkładają swe skrzydła i muskają całe moje wnętrze delikatnym uczuciem miłości.
    Nie potrzebowałam więcej dowodów. W jednej chwili moje uczucia stały się jasne i zrozumiałe.
    Byłam niezaprzeczalnie i nieodwołalnie zakochana w Louisie Tomlinsonie.


32 komentarze:

  1. Dlaczego mi to robisz?!
    Wiesz jak mnie teraz serce boli? Rozumiesz, że mam za małą klatkę piersiową, żeby je pomieścić?! Jeszcze mi wypadnie, albo wybuchnie i co wtedy? Już i tak muszę sobie radzić z rwą kulszową...
    Rozdział był taki piękny. Naprawdę, wzruszający. Jak zwykle będę się zachwycać wątkami Louisa i Domi, bo kurcze nie mogę! Nie mogę tego znieść, że opisujesz to wszystko tak cudownie. A ja tu siedzę i chciałabym być na miejscu Domi! Widzisz.. znowu mnie serce rozbolało.
    Scena Zayna i Martiny była urocza. Cieszę się, że nie zrobiłaś z tego erotyka, chociaż, bądźmy szczerzy, nie miałabym nic przeciwko ;d Kurcze. Rozdarcia pomiędzy Charliem a Zaynem ciąg dalszy, bo wciąż nie mogę się zdecydować KTÓREGO KOCHAM BARDZIEJ! Tak! Ja! Co tam Marti, ważniejsze jest, że nie wiem, który bohater jest moim ulubionym! Nigdy w życiu tak nie miałam!
    Uwielbiam to jak piszesz. Potem patrzę na to wszystko co ja napisałam i wstydzę się, że w ogóle to opublikowałam, bo jest sto razy gorsze. Ale na pocieszenie zawsze mogę wrócić na twojego bloga i poczytać sobie jeszcze trochę.
    Z jednej strony strasznie chciałabym, żeby dodawała rozdziały częściej, żebym egoistycznie mogła już się dowiedzieć co będzie dalej, CO BĘDZIE DALEJ! Ale z drugiej strony skoro do końca zostało już tylko kilka rozdziałów, to wolałabym to przeciągnąć w czasie jak najbardziej się da. Nie chcę, żeby ta historia już się kończyła :'( Za bardzo polubiłam Domi i Marti i Louisa i Zayna i Charliego... Boziu, wszystkich kocham!
    Sprawiasz, że nie wiem co robić ze swoim życiem, wiesz? :P

    Pozdrawiam i życzę dużo weny! xx
    [blue-green-black.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że rozdział pojawił się znacznie szybciej niż ten poprzedni. To chyba oznacza, że wena Cię nie opuszcza i jakoś stara się współpracować. Oby tak dalej! Nic nie przebije jedenastego rozdziału, który zdecydowanie był moim ulubionym, jednak ten również jest wspaniały! Nie wiem, dlaczego tak bardzo się stresowałaś, wyszło bardzo dobrze.
    To ja się stresowałam od poprzedniego rozdziału całą tą sytuacją pomiędzy Zaynem a Martiną! Bałam się, że Malik po prostu nie będzie chciał jej wysłuchać, każe jej odejść i na tym się skończy. A tutaj taka miła niespodzianka! Jestem dumna z dziewczyny za to, że się nie poddała i nie odpuściła sobie tej rozmowy, a także tych wszystkich gestów, które zdołały roztopić zamrożone na chwilę serce Zayna. Marti wypowiedziała naprawdę piękne słowa i wcale nie dziwię się, że Malik zareagował właśnie w taki sposób. Zresztą, główną rolę mimo wszystko odegrało tutaj uczucie, którym darzą się wzajemnie. Takiej miłości nawet jeśli by się chciało, po prostu nie można ignorować, bo sama się o siebie upomina. Myślę, że Zayn podjął słuszną decyzję i mam nadzieję, że nie będzie musiał jej żałować. Mam też nadzieję, że Martina nie zrobi znowu czegoś głupiego, bo wtedy to mogłoby skończyć się naprawdę źle. Zayn mógłby nie wybaczyć jej po raz kolejny. Ale liczę na to, że tak źle to nie będzie. No i muszę powiedzieć, że w bardzo cudowny sposób przypieczętowali swoją miłość i się pogodzili! Dobrze, tak powinno być - seks na zgodę i wszystko jasne. Niech tylko nie zmarnują tego szczęścia, które teraz się do nich uśmiechnęło. Ale wyczuwam chwilowe nerwy z powodu spotkania Charliego. Kurcze, powinno być mi go szkoda, ale tak szczerze to chyba nie jest. Zdaję sobie sprawę, że pewnie cierpi, widząc ich razem, ale też czuję, że nie zostawi tego tak w spokoju i niedługo będziemy świadkami czegoś w jego wykonaniu. I to czegoś złego, z pewnością.
    Louis i Dominica to taka idealna para, naprawdę. Robią wszystko, byleby tylko zostać sami. Wygląda na to, że zupełnie nie mogą się sobą nacieszyć. Właśnie takie skowroneczki, jak powiedział to Niall. Oczywiście w dalszym ciągu cieszę się, że wyznali sobie szczerze swoje uczucia, bo przecież gdyby tak się nie stało, z pewnością teraz nie spędzali by razem czasu. Little things zawsze używana jest właśnie do tego typu momentów, ale co się dziwić - ta piosenka ma w sobie taki wyjątkowy klimat, którego ja nie potrafię zdefiniować. Uspokaja mnie ten utwór tak mega, a głos Louisa działa naprawdę kojąco. Dlatego doskonale rozumiem to wielkie wzruszenie Domi. Sama byłabym zapłakana! Widać po tej krótkiej dedykacji, że dziewczyna jest bardzo, bardzo ważna dla Tomlinsona. Szczęściara, no!
    Szkoda, że do końca zostało tak mało rozdziałów, ale nawet nie wiesz, jak się ucieszyłam z informacji o drugiej części! Obejrzałam zwiastun i cóż mogę powiedzieć - jest świetny. Także zapowiada się równie interesująco. Czekam na ten rozdział następny, oby pojawił się niebawem. Dużo, dużo weny, wytrwałości i wszystkiego <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Aaaw, wszyscy szczęśliwi!!! No może nie Charlie, ale przecież trzymam stronę Zayna ;3 że też Louis nie został rozpoznany w tym barze! Szczęście chodzi paramiiiii. Cały czas tylko zastanawia mnie jedna kwestia: w prologu wyraźnie jest zaznaczone, że Marti jest z Charliem, a Domi nie ma partnera! Próbuję więc rozkminić co sie może wydarzyć, skoro teraz są wszyscy razem, szczęśliwi? Nagle postanowią się rozstać bo Louis i Zayn to jednak gwiazdy? Czy to będzie tylko wakacyjna miłość? A że sama mówisz, że zbliża się do końca... Oj, ciekawość mnie zżera! Kurcze, kurcze. Bardzo pozytywny rozdział. :) Pozdrawiam serdecznie i czekam na kolejną część (szczęśliwą trzynastkę!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądnęłam właśnie zwiastun do ACB2 i ogólnie to podejrzewam, że ta druga część może się dziać mocno w przyszłości...? Tzn tak bym podejrzewała w związku też trochę z prologiem ;3 Zobaczymy. Najważniejsze że będę mieć co czytać!!

      Usuń
  4. CUDOWNE *.*
    Zapraszam do czytania, komentowania i obserwowania mojego bloga:
    http://never-say-goodbye-baby.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. boski! *.* uwielbiam to opowiadanie <3
    czekam z niecierpliwością nn :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialny rozdział, początek wręcz piękny... Po prostu nie mogłam oderwać się od tekstu, kiedy tylko zaczęłam pochłaniać go wzrokiem. Przyznaję, że bardzo podoba mi się to, że między dziewczyną a Zaynem nastała zgoda, chociaż to zdecydowanie za mało powiedziane. Nie będę jednak wdrążać się w szczegóły. Jedyne, czego się obawiam jest to, co może się stać po spotkaniu z Charlim. Oczywiście, gdy wszystko zaczyna być piękne i kolorowe, coś musi to popsuć. Mam tylko nadzieje, że tym razem spotkanie z tym chłopakiem, nie wywoła tak złych skutków, jak poprzednio.
    W sumie o wiele lepiej ma się sytuacja jeśli chodzi o Domi i Louisa. Banan nie znikał mi z twarzy, gdy o nich czytałam. A co do końcówki to była po prostu piękna... Cóż już chciałabym przeczytać następny rozdział. Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękny początek rozdziału, taki prawdziwy i szczery. Strasznie się ucieszyłam, kiedy zobaczyłam, że jest nowy rozdział. Już się bałam, że do nas nie wrócisz, haha. Druga część? Jestem na tak!! Już nie mogę się doczekać.
    Ciesze się, że wszystko między Marti a Zaynem i Domi i Louisem się ułożyło. Widać, że wszyscy są razem szczęśliwi. Zasługują na to. Bycie w związku ze sławnymi piosenkarzami na pewno nie będzie łatwe, ale miłość wszystko przezwycięży. Ups, znów pojawia się Charlie, czuję, że namiesza, albo powie coś przykrego. Z jednej strony mu się nie dziwie, ale z drugiej... On się zachowuje jak dziecko. Zamiast iść naprzód to jeszcze odstawia sceny...
    Pozdrawiam i czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń
  8. Na początku muszę powiedzieć, że strasznie się cieszę, że powstanie druga część tego opowiadania. Jest zdecydowanie jednym z moich ulubionych, dlatego im dłużej będzie trwać, tym lepiej! ;D
    Rozpływam się, niemal dosłownie. Wiem, że wszystko jest zbyt sielankowe, by mogło potrwać długo, ale to nie znaczy, że nie mogę się tym nacieszyć, prawda? Czekałam na moment, kiedy Martina i Zayn w końcu ze sobą porozmawiają. Cieszę się, że dziewczyna postawiła na szczerość, pokazując Mulatowi, że naprawdę żałuje tego co zrobiła i nie chce więcej popełnić tego błędu. Przeprosiła go zwykłymi, prostymi słowami, a to chyba najbardziej do niego trafiło. Początkowo bałam się, że Zayn pozostanie strasznie uparty i najzwyczajniej w świecie każe jej wyjść albo najpierw na nią nakrzyczy, a później wyrzuci z domu. Na szczęście wreszcie zrozumiał, wybaczył Marti. Strasznie mnie to ucieszyło. A więc ostatecznie blondynka wybrała Malika, nie Charliego. Tego drugiego też mi szkoda, owszem, ale jak już wielokrotnie ci wspominałam, nie darzyłam go specjalną sympatią i nadal nie darzę. Widać natomiast, że Martina i Zayn są w sobie strasznie zakochani, bardzo mi się podoba, w jaki sposób to opisałaś: naturalnie, subtelnie. A potem wszystko runęło, bo pojawił się... Charlie! Myślałam, że trochę potrwa, zanim ponownie go spotkamy. Pewnie nieźle się wściekł, kiedy zobaczył ich razem, bo przecież wciąz kocha Martinę i miał nadzieję na to, że się pogodzą... Ciekawa jestem, jak będzie wyglądała ta konfrontacja.
    Oczywiście nie mogę nie wspomnieć o Domi i Louisie, którzy również uzupełniają się wprost perfekcyjnie. Lou trochę lekkomyślnie postąpił, tak gwałtownie zrywając z kontakt z dziewczyną, dlatego cieszy mnie, że zrozumiał swój błąd. Fakt, Dominica kiedyś wróci do domu i będzie dzielić ich spora odległość, także ze względu na koncerty 1D, ale to nie znaczy, że mają rezygnować z wspólnego szczęścia, prawda? Wielu muzyków ma dziewczyny i jakoś udaje im się nie zaniedbywać związku, nawet pomimo licznych obowiązków związanych z muzyką. Ten pomysł z karaoke był naprawdę fantastyczny! Co prawda wielka szkoda, że Domi nie zaśpiewała z Tomlinsonem, ale szybko przestałam tego żałować, kiedy Lou wygłosił dedykację. Nie mogłam wtedy przestać się szczerzyć jak idiotka. Świata poza nią nie widzi, to pewne, na dodatek jego uczucia są w zupełności odwzajemnione. A kiedy zaśpiewał "Little things", to już całkiem rozłożył mnie na łopatki. Chciałabym kiedyś spotkać kogoś takiego na swojej drodze, w tym momencie bardzo zazdroszczę Dominice.
    Rozdział jest idealny w każdym calu. Świetnie to wszystko opisałaś, a moja sympatia do tej historii wciąż rośnie <3
    Czekam na ciąg dalszy!

    OdpowiedzUsuń
  9. Zayn taki romantyczny. Super rozdział!

    ¦ http://ostatni-wdech.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie spodziewałam się rozdziału tak szybko, wiec czytam go dopiero dzisiaj. Genialny jak zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  11. Niestety jestem okropnym leniem, dlatego na wstępie muszę zaznaczyć, że jeszcze nie przeczytałam jeszcze poprzednich rozdziałów, dlatego oceniam wątek tylko na podstawie tego jednego. Mimo totalnego braku czasu tak mnie zaintrygowałaś, że postanowiłam poświęcić cały wieczór na przeczytanie tej części, którą ominęłam, ale nie mogę się powstrzymać od wystawienia swojej opinii już teraz.
    Problem polega na tym, że jeśli coś naprawdę mi się podoba, to komentarz wychodzi do kitu. Jest totalnie zagmatwany i pełen błędów, ale mój mózg pod postacią papki nie jest w stanie wymyślić nic innego, więc mam nadzieję, że póki co to wystarczy.
    Gratuluję pierwszej sceny, która w większości fanfików przybiera taką postać, która nie jest dostępna dla młodych czytelników (którzy tak czy siak to czytają). Skupiłaś się bardziej na tej uczuciowej stronie, poprzez subtelne ukazanie tego, co robili, a to się bardzo ceni.
    Jednak jak wiadomo, nic nie jest idealne. Wyczułam, że ich relacja nie zawsze była istna sielanką, ale jednak niektóre fragmenty o ich wzajemnej miłości po kilku zdaniach stawał się dla mnie mdłe. To nie zmienia jednak faktu, że od strony „technicznej” były dobre, bardzo dobre. Może mam takie odczucia, bo przeczytałam już naprawdę mnóstwo najróżniejszych fanfiction, przez to zwykła miłość dwojga ludzi już mnie tak nie fascynuje.
    Ach, właśnie. Muzyka. Gratuluję doboru podkładu, moim zdaniem bardzo pasuje do rozdziału. Nadaje temu specyficzny klimat, przez co czytanie idzie niezwykle lekko i szybciej, niż się zdaje. Masz w stylu pisania coś takiego, że czytając nawet nie zauważałam, jak szybko mi to idzie i z wielkim zaskoczeniem powitałam końcówkę rozdziału. To również bardzo cenna umiejętność, której ci zazdroszczę.
    Ostatnie zdaniem jest naprawdę urocze i jest świetną puentą. Nie dziwię się jej, ja też pewnie popłakałabym się na jej miejscu. Miałam łzy w oczach już podczas czytania, bo cała scena była naprawdę romantyczna.
    Nie mam pojęcia o co chodzi z Charliem, ale zaraz postaram się dowiedzieć, no i jestem ciekawa co on dalej wykombinuje. Pewnie skończy się ta sielanka, bo aż się prosi, no ale- zobaczymy.
    Powodzenia w dalszym pisaniu, z pewnością będę tu zaglądać :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie jestem mistrzynią w długich komentarzach, więc będzie prosta, krótko i na temat ;)
    Boski, cudny. niesamowity ♥
    Uwielbiam Martine i Dominice ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gapa ja nie zauważyła błędu *prosto xd

      Usuń
    2. Cudowny blog! Poprzedni rozdział był taki piękny, ale ten też cudo. :) Czekam na nexta z niecierpliwością. Ciekawe co z Charliem i co zrobi Martyna? :0 Jeśli chodzi o zwiastun drugiej części to świetny. Nie mogę się doczekać! Pozdro

      Usuń
  13. Boże święty jakie zajebiste opowiadanie xD no po prostu powiem że się parę razy poryczałam, ale to nic ❤ Awww jak słodko tylko wiesz jak jestem megaaa ciekawa co się stało później? No czekam na nexta no ❤❤❤ ;***

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie wiem co napisać, po prostu wow!
    Twoje ff wywarło na mnie niezwykła wrażenie, gdzieś napisałaś, że wzbudzi nas ciepłe uczucia czy coś takiego, ale muszę ci powiedzieć, że zaczęłam płakać na prologu gdy dziewczyny weszły na strych i skończyłam na rozdziale 12 xd Z pewnymi wyjątkami oczywiście. Pewnie dlatego, że po prologu już wiedziałam, że nie skończy się ślubami głównych bohaterek i członkami zespołu. Mam nadzieję, że niedługo pojawi się kolejny rozdział i czekam także na część drugą tego opowiadania. Mam podejrzenia, że będzie się działa po akcji ze wspomnieniami i jednak skończy się happy endem dla wszystkich :)
    Jagoda

    OdpowiedzUsuń
  15. Czekam na nowy rozdział, pamiętaj <3

    OdpowiedzUsuń
  16. Mam nadzieję, że niebawem pojawi się tutaj kolejny rozdział, bo opowiadanie bardzo mnie wciągnęło i żałowałam, że skończyłaś w takim momencie. Z niecierpliwością czekam na trzynastkę! <3

    Zapraszam również do siebie, na:
    http://banshee-fanfiction.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Świetny rozdział. Uwielbiam jak piszesz. Czekam na nn ♥
    http://fanfiction-lovi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  18. Witam :) Trafiłam tu przypadkiem i dopisuje ten blog do tych, które muszę przeczytać. Mogłabym napisać zwykłe super, ale wkładasz w to tak wiele pracy, że zasługujesz na coś więcej. Tak więc spodziewaj się Hope i jej opinii w najbliższym czasie. A teraz to ona zaprasza Cię na prolog i liczy na choć słówko wsparcia :*
    http://another-fan-fiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  19. Witaj! Ale entuzjastycznie na początek. Cóż, opowiadanie także jest entuzjastycznie, więc trafnie :) Może zacznę od początku, przeczytałam wszystkie rozdziały wczorajszej nocy, choć nie powiem, byłam nastawiona sceptycznie. Dlaczego? Widziałam liczbę dwanaście przy najnowszym i pomyślałam "Boże, w życiu nie nadrobię", a tu proszę! Czytało się tak przyjemnie i szybko, że przed dwudziestą trzecią miałam smutny koniec. Smutny? Smutny, bo wiedziałam, że trochę poczekam na kolejny rozdział historii, którą w tak krótkim czasie zdążyłam pokochać.
    Twój styl pisania wywarł na mojej osóbce ogromne wrażenie. Wydasz książkę. Widzę to, czuję w paznokciach! Po prostu. Sama prostota i to, iż nie udziwniasz opisów, postaci jest tak banalne, ale zarazem tak piękne, że łezka się w oku kręci. Dodam jeszcze tylko, że gdy przeczytałam Martina i Dominica miałam przed oczami moje dwie, dobre koleżanki - Martynę i Dominikę :) Także to jeszcze bardziej popchnęło mnie w kierunku połknięcia treści.
    Obie dziewczyny mają świetny charakter i tutaj, i w życiu realnym, ale nie chcę pleść bez sensu o prawdzie, tylko przejdę to Twojej twórczości.

    Już sam prolog mnie ujął. Początkowy obraz szczęśliwej rodziny przypomniał mi pierwszą, lepszą reklamę jakiegoś leku na ból głowy, nie no, żartuję. Czegoś zupełnie innego, niż w każdym ff. A później akcja z książkami i strychem, a później cała reszta, dzięki której masz mnie jako czytelniczkę. Gdy tylko dziewczyny, albo raczej kobiety zaczęły wspominać przygotowałam się na sielankę. I z bólem serca powiem, że sielanek nie znoszę, ale tutaj coś mnie dotknęło i podjarałam się wszystkim w takim stopniu, że nie potrafiłam wyłączyć. No bo jak prawdopodobne jest to, że wybierzesz się z przyjaciółką do LA, Zayn Malik potraktuje cię drzwiami, Louis Tomlinson obrzuci błotem, po czym razem zwiejecie przed fanami, a w Twoim domu ten pierwszy zostawi bluzę i telefon? Według moich obliczeń będzie to możliwe w skali gdzieś od zera do zera, ale sama nazwa wskazuje, że to FAN FICTION, czyli nic realnego. Bo tak na dobrą sprawę, gdybyśmy mieli trzymać się reali, nic by się nie wydarzyło, a jedna z Domi złamałaby nogę na obcasach ;) Mniejsza. Bardzo spodobała mi się relacja D i M z One Direction. Gdy czytałam o Marti i Zaynie miałam takie motyli w brzuchu, przy Doms i Lou tego nie czułam, bo to nie tajemnica, że od początku kariery chłopców, od x-factora byłam Zayn Girl i Zayn Girl będę zawszę, na zawszę, po wsze czasy, always, forever i wszystko inne :) Dla tego zakochiwałam się w nim na nowo wraz z Martiną, do której bardzo się przywiązałam. Charlego nie polubiłam. Pucka podobnie. Oboje raczej mnie odrzucili, niż do siebie zachęcili. Kiedy C przyjechał do M chciałam wyciągnąć strzelbę, wniknąć w wyświetlacz komórki i przestrzelić mu łepetynę, by sielanki nie przerywać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ryly! Na szczęście wszystko wróciło do normy i Marti oraz Domi są szczęśliwe ze swoimi książętami na białych rumakach. Jedyne co mnie martwi to to, że w prologu Marita jest żoną Charliego, mają nawet dzieci! Przecież sam powiedział, że to nie koniec! Uch, nie chcę wiedzieć co dalej, ale za razem jestem tak niesamowicie ciekawa! Dodatkowo lubię ciocię Adriannę xd
      Wena cię rozpieszcza? Mnie nienawidzi ;c Ale przynajmniej dostajemy takie wspaniałe dawki Twojej twórczości.Cieszę się, że będzie kontynuacja, zwiastun cudowny, wszystko w jak najlepszym stanie. Widać, że przykładasz się do tego, co robisz i wychodzi Ci to bardzo, bardzo umiejętnie. Jedyne co mnie smuci to to, iż Twój rzekomy brak weny wygląda jak moja wena w okresie górowania, tak więc widzimy kogo ta suka lubi bardzie ;c
      To by było więc na tyle... Opinia raczej ramowa, przy nowych odcinkach postaram się bardziej szczegółowo. Zaproszę jeszcze do mnie na opowiadanie, które ma aż dwa rozdziały! Liczę na choć słówko wsparcia, bo mam maleńki kryzys, a ta historia jest dla mnie ważna...
      "I zdradzę tylko tu, i tylko raz, że to nie, jak wszyscy osądzają, historia Bree i Harry'ego, to historia o zakochiwaniu się Bree w Zaynie, o miłości, przyjaźni, rodzinie, zdrowiu, życiu, marzeniach..."
      zawsze-celuj-w-ksiezyc.blogspot.com
      Pozdrawiam, życzę duuuuużo weńska, czasu, chęci i wszystkiego, co najlepsze xx
      @YourLittleBoo1

      Usuń
    2. Cześć, to tylko ja. Pod innym nikiem ale nadal ja. Chciałam tylko zaprosić na prolog mojego opowiadania, ponieważ wiem, że nie każdemu chce się nadrabiać to stare :) http://darkness-of-the-soul.blogspot.com/
      @YourLittleBoo1

      Usuń
  20. Cześć, jak mówiłam - tak zrobiłam. Skończyłam czytać, zaraziłam też tym opowiadaniem moją przedmówczynię i wpadłam z komentarzem. Żeby nie przeciągać, powiem z góry, że bardzo mi się podobało, w mierze rozpowszechniania linku w gronie znajomych. Zacznijmy więc od początku.
    Prolog, który przypadł mi do gustu już po pierwszych wersach wprowadził mnie w niewielki błąd. Sądziłam, że będzie to historia bardziej poważna, bądź z wartką akcją, bo takie czytuję przeważnie, ale szczerze mówiąc, ani trochę się nie zawiodłam. Każdy wątek został zaplanowany, a następnie opisany dokładnie i z precyzją, bo choć pomysł jest w miarę banalny, wciąga i powoli uzależnia.
    Zwykłe wakacje w niezwykłym mieście nie mogły skończyć się grzaniem dupska na plaży, proszę Cię, to jest ff, a nie prawdziwe życie :) Ech, wiesz, nie jestem zbyt dobra w opisywaniu fabuły, może lepiej skomentuje postaci? To chyba odpowiedni pomysł, aby nie pisać w kółko tego samego. Zacznę od tych mniej istotnych:
    Ciotka Adrianna - bardzo pozytywna bohaterka, z ciekawą pracą i luzackim podejściem do życia. Chciałabym taką ciotkę, heh, ja jestem taką ciotką, o ironio. Tylko może nie odpuściłabym Marti i Domi tej nocy w klubie! O nie! I one, i Louis, i Zayn pieliliby mój ogródek, czyścili kafelki w łazience szczoteczkami do zębów? Szkoda, że nie dostały zasłużonej kary, ale chociaż Loui'ego postraszyła :) Podsumowując - bardzo ją lubię.
    Puck - na jego temat zdanie mam raczej okrojone, bo pojawił się niedawno. Mimo to już zdążył mnie niezmiernie zdenerwować. Czym, to chyba żadna niespodzianka! Rozumiem, że odtrącenie boli, ale jeśli kogoś kochasz, daj mu odejść. Niestety on postanowił zaryzykować i po tym pocałunku nie odzyska już sympatii ani mojej, ani Domi. W skrócie - spłoń.
    Charlie - Co do niego miałam mieszane uczucia. Z początku wydawał się w porządku, miły, uczciwy, zakochany w Martinie. Jednak później pokazał jak ta miłość zaczyna robić się fanatyczna. Powinien rozwinąć skrzydła, ale zastanawia mnie fakt, że na końcu - w prologu - śpi ze swoją dziewczyną w jednym łóżku. Czyżby dostał drugą szansę? A jeśli tak, to czym sobie zasłużył? No jestem ciekawa.
    Martina oraz Dominica - je ocenie razem, bo są głównymi bohaterkami i są bardzo do siebie podobne. Obie pozystywnie nastawione do życia, rozmarzone, żądne przygód, jednak coś nasze dziewczyny. Nic dodać, nic ująć. Marti trochę zagubiła się w uczuciach do Charlego i Zayna, ale to było jej jedyne potknięcie, które mi się nie spodobało. Domi natomiast wyróżniła się swoją wybuchowością.
    Zayn - Na początku go nie polubiłam. Był zapatrzonym w siebie dupkiem, który robił co innego i mówił co innego. Z czasem coraz bardziej zaczęła podobać mi się postać Malika i zdobył moje serce wraz z sercem Martiny. Nie powiem, z początku wolałam przeczytać o nim i Domi, bo kto się czubi, ten się lubi.
    Louis - Od samego początku przypadł do mojego gustu. Rzucanie błotem ;) Najbardziej jednak podobała mi się jego postawa, gdy pojechał po dziewczyny. Wkurzył mnie swoim "rzuceniem" Domi, ale złość minęła, gdy się "zeszli".
    Niall, Harry i Liam nie mają tu zbyt wielkiej roli, więc milczę :)
    Odnośnie całokształtu - Twój styl bardzo lubię, czekam na kolejne rozdziały i mam nadzieję, że szybko się pojawią. Tak więc pozdrawiam, zapraszam na another, bo pojawił się pierwszy rozdział, liczę na opinię ;) i życzę wesołych świąt.
    Hope z http://another-fan-fiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  21. Końcówka po prostu świetna, skądś mi się skojarzyła... Ze Zmierzchu! No właśnie - mimo, iż ta cała faza na Twilight przeszła wciąż jestem Team Jacob <3.
    Zayn w tym rozdziale był inny... Czy tylko ja miałam takie wrażenie? Jestem przyzwyczajona ogółem do tego "bad" Zayna ;d w sensie ogólnym mówię, na skalę blogsferową.
    Bardzo dobry rozdział.
    Życzę weny,
    Isiia.

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie mam cholernego pojęcia, dlaczego dopiero teraz wpadłam na tego bloga. To jest to, czego zdecydowanie potrzebuję, aby normalnie funkcjonować.
    Już po przeczytaniu kilku zdań byłam pewna, że to opowiadanie jest świetne, i nie myliłam się. Masz wspaniały styl pisania - lekki, przyjemny dla oka.
    Przed chwilą skończyłam czytać prolog na Twoim drugim blogu i tam również się zachwycałam, co zdecydowanie widać po moim komentarzu.
    Zayn, Zayn, Zayn... Muszę przyznać, że w większości opowiadań, jakie czytam. Malik jest tym ''złym'', ale tutaj jest inny, w pozytywnym sensie.
    Chyba jestem zauroczona jego postacią w tym opowiadaniu. Naprawdę polubiłam jego charakter, to jak traktuje główną bohaterkę, no po prostu cudo nad cudami, że tak to ujmę.
    Uwielbiam relację głównej bohaterki i Malika. To, jak ona opisuje uczucia do niego... no po prostu ''aww''!
    Przypadł mi do gustu również Louis. Zaskoczył mnie, bardzo pozytywnie, za co masz ogromnego plusa, a jego słowa na tym karaoke... były piękne.
    Gdyby ktoś powiedział mi coś takiego, to chyba bym wykorkowała z nadmiaru emocji. Och, cholera, dajcie mi takiego Louisa!
    Ogólnie dosłownie wszystko mi się tutaj podoba. Fabuła, bohaterzy, Twój styl pisania. Cieszę się, że weszłam na tego bloga, bo teraz mam kolejne świetne opowiadanie na swojej liście.
    Wyczekuję rozdziału niecierpliwie. Życzę Ci mnóóstwo weny oraz czasu, aby zabrać się za pisanie. Mam nadzieję, że wkrótce pojawi się nowy. ;)
    Gorąco pozdrawiam!
    xx

    OdpowiedzUsuń
  23. Nominowałam cię do Liebster Award

    OdpowiedzUsuń
  24. Genialne opowiadanie. Nigdy nie interesowałam się za nadto 1D, ale to opowiadanie mi się na prawdę podoba. Dodałaś rozdział 3 miesiące temu! Ja chcę więcej i dalszy ciąg opowiadania! Historia jest zbyt ciekawa na to aby ją tak po prostu zostawić. :***

    OdpowiedzUsuń
  25. Boże to jest świetne ja chce więcej !! :) Mas talent dziewczyno :D

    OdpowiedzUsuń