10. Rozdział dziesiąty - Starając się pomóc, zraniłam wszystkich innych, teraz czuję ciężar całego świata na moich barkach.

Od autorki: W końcu jestem. Strasznie długo i strasznie ciężko pisało mi się ten rozdział i nie jestem z niego zbyt zadowolona, ale jest. Tym razem dodałam dwa podkłady muzyczne, dzięki tym piosenkom jakoś udało mi się przebrnąć przez ten rozdział, więc chciałam się z Wami nimi podzielić. Mam nadzieję, że jakoś przełkniecie to, co powstało.
Chciałabym także strasznie podziękować osobie, która zgłosiła mój blog do "Blog miesiąca: Listopad", kimkolwiek jest. To naprawdę miłe uczucie. Możecie zagłosować TUTAJ, w sondzie po lewej stronie, z góry wielkie dziękuję! xx
Przypominam także o możliwości zadawania pytań bohaterom. W odpowiedniej zakładce możecie także zapoznać się z nową postacią.
A teraz zapraszam do czytania, trzymajcie się ciepło!



1.

get it right


     Kiedy wyjeżdżałam do Los Angeles, miałam zamiar jedynie przeżyć wspaniałe lato, z najlepszą przyjaciółką u boku. Niestety to, co miało być niesamowitym przeżyciem, zamieniło się w koszmar i jedyne, o czym marzyłam, to aby już nigdy nie czuć się tak, jak w tym momencie.
    Wiedziałam jednak, że wszystko jest tylko i wyłącznie moją winą. Popełniłam jeden z największych błędów w moim życiu, tracąc przy tym osoby, które kocham i na których mi zależy.
    Nigdy nie chciałam nikogo zranić. Łudziłam się, że postępując w odpowiedni sposób, ominę wszystkie niepotrzebne cierpienia. Jednak dopiero teraz widzę, jak egoistycznie postąpiłam. Żałowałam, że nie zauważyłam tego wcześniej. To wszystko co działo się wokół mnie spowodowało, że nie myślałam racjonalnie.
    A teraz już nic nie można było naprawić.
    Poczułam jak gromadzone w moich oczach łzy w końcu wypływają na policzki, przynosząc mi pewnego rodzaju ulgę. Dusiłam w sobie wszystkie uczucia i dopiero teraz pozwoliłam wypłynąć im na powierzchnię.
    Jedyne o czym teraz marzyłam, to schować się gdzieś, gdzie nikt mnie nie znajdzie. Skulić się w sobie i cierpieć tak jak jeszcze nigdy, bo to jedyne, na co teraz zasłużyłam.
    Przymykając oczy, pozwoliłam aby wspomnienia minionych wydarzeń wypełniły mój umysł, przynosząc przy tym ból w sercu.

    „Z przerażeniem w oczach patrzyłam, jak Zayn ubiera się w pośpiechu, nie posyłając mi ani jednego spojrzenia. Chciałam podejść do niego, zatrzymać i powiedzieć coś, co chociaż trochę poprawiłoby całą sytuację. Wiedziałam jednak, że to niemożliwe. Stałam więc dalej, z wielką gulą w gardle, nie mogąc wydobyć z siebie ani jednego dźwięku.
    Nie myślałam o Charliem, który stał obok mnie, przyglądając się temu wszystkiego smutno. Jedyne, co teraz zaprzątało mój umysł, to Zayn, którego zraniłam. Zayn, który chwilę temu patrzył na mnie z takim bólem. Zayn, którego straciłam.
    Kiedy Zayn bez słowa skierował się w kierunku wyjścia, czułam się tak, jakby ktoś bezustannie wbijał mi sztylet prosto w serce. Nie mogłam pozwolić mu odejść. Wiedziałam, że jeśli wyjdzie za drzwi, to będzie tak, jakby odszedł z mojego życia na zawsze.
    Gwałtownie złapałam go za ramię, kiedy ten przechodził obok mnie. Spojrzał na mnie i na widok cierpienia w jego oczach znów poczułam się tak, jakby zabrakło mi powietrza.
    - Zayn… - szepnęłam, desperacko starając się go zatrzymać. Przez chwilę wpatrywał się w moją twarz uważnie, jakby chciał zapamiętać każdy jej szczegół. Ale zaraz potem wyrwał rękę z mojego uścisku i ruszył przed siebie, zostawiając mnie z rozchodzącym się po całym ciele bólem.
    Kilka sekund po tym, jak wyszedł, do domu wpadła Domi, zatrzymując się gwałtownie na widok stojącego obok mnie Charliego. Zapanowała niezręczna cisza, jednak nikt nie miał odwagi jej przerwać.
    - Widziałam Zayna… - odezwała się w końcu Domi, patrząc na mnie uważnie.- Wszystko w porządku?
    Nie miałam odwagi na nią spojrzeć. Wiedziałam, że znienawidzi mnie, kiedy dowie się, jak ją okłamałam. Powoli, z każdą kolejną minutą, traciłam najważniejsze osoby w moim życiu.
    Nagle poczułam na swoim ramieniu mocny uścisk, więc odwróciłam głowę, by zatrzymać wzrok na Charliem. Nie był już smutny; w jego oczach wciąż można było dostrzec ból, jednak powoli został on zastąpiony przez złość. To sprawiło, że poczułam się jeszcze gorzej.
    - Chyba musimy porozmawiać, nie sądzisz?
    Lekko kiwnęłam głową i posłałam Domi przepraszające spojrzenie. Dziewczyna wydawała się zdezorientowana; najwyraźniej nie dotarło jeszcze do niej, co tak naprawdę się dzieje.
    Przeszłam do salonu, a każdy kolejny krok był dla mnie męczarnią. Bałam się stawić czoła temu, co za chwilę miało się zdarzyć. Wiedziałam jednak, że nie mam żadnego wyboru.
    Charlie usiadł obok mnie, czułam na sobie jego spojrzenie, jednak nie miałam odwagi na niego patrzeć. Z trudem powstrzymywałam łzy cisnące mi się do oczu. Tak bardzo żałowałam wszystkiego, co się zdarzyło.
    - Od jak dawna to trwa? – Usłyszałam Charliego i skuliłam się, słysząc przepełniony emocjami głos chłopaka. Doskonale wyczuwałam zarówno złość, jak i smutek, które go przepełniały. – Odpowiedz mi.
    - Od jakiegoś czasu… - szepnęłam i zebrałam się na odwagę, aby spojrzeć mu w twarz. Mulat jęknął cicho i przejechał dłonią po twarzy. – Charlie, tak bardzo mi przykro.
    - Przykro ci?! – Chłopak zerwał się z miejsca i stanął przede mną. – Myślałem, że mnie kochasz! Myślałem, że zależy ci na mnie! Tak bardzo nie chciałem, żebyś wyjeżdżała! Odsunęłaś się ode mnie, praktycznie ze mną nie rozmawiałaś! Przyjechałem tutaj, specjalnie dla ciebie, tylko po to, żeby dowiedzieć się, że mnie zdradziłaś! A ty mówisz, że ci przykro?! Nie mogę w to wszystko uwierzyć…
    Przy ostatnich wyrazach głos całkowicie mu się załamał i opadł na kanapę ze łzami w oczach. Nie mogłam na to patrzeć. Chciałam przysunąć się do niego i przytulić z całej siły. Chciałam go zapewnić, że jest dla mnie najważniejszy i że postaram się wszystko naprawić.
    Nie zrobiłam jednak tego. Nie powiedziałam ani jednego słowa, ponieważ wiedziałam, że cokolwiek teraz powiem, nie będzie to miało żadnego znaczenia.
    - Kochasz mnie?
    Milczałam, lustrując dokładnie jego przystojną twarz. Dopiero po chwili kiwnęłam głową. Charlie natychmiast przysiadł się bliżej mnie i chwycił moje dłonie, a ja zadrżałam pod jego dotykiem.
    - Ja też cię kocham, Marti – powiedział z zapałem. – Możemy to wszystko naprawić. Wróć teraz ze mną do domu. Znów możemy być razem szczęśliwi, zapomnijmy o tym, co się stało.
    Znieruchomiałam, słysząc jego słowa. Nie mogłam uwierzyć w to, co powiedział. Był tak wspaniałym człowiekiem… Zraniłam go, a on wciąż chciał dać nam szansę.
    Ale wtedy przed oczami stanął mi widok wychodzącego Zayna. Ból w jego oczach, który spowodowałam ja sama. Kolejne obrazy przewijały się przez moją głowę, każde wspomnienie dotyczące chłopaka.
    Nasze pierwsze spotkanie. Gala, na której tak dobrze czułam się dzięki niemu. Wszystko to, co do mnie mówił. Spacer w nocy i długa rozmowa u mnie w domu. To uczucie ciepła, kiedy obudziłam się przy jego boku. Wszystkie pocałunki. Jego umięśnione ciało pod moimi palcami…
    Pochyliłam się i złożyłam na ustach Charliego długi pocałunek. Chłopak wydawał się być zaskoczony, jednak zaraz objął mnie i przysunął bliżej siebie. Nie czekając na nic więcej, oderwałam się od niego i wyrwałam z jego uścisku.
    - Przepraszam Charlie – zaczęłam cicho, pozwalając słonym kroplom popłynąć mi po policzkach. – Kocham cię, ale nie mogę już dłużej z tobą być. Coś się zmieniło i ja… Po prostu Zayn stał się dla mnie zbyt ważny.
    Zapadła głucha cisza, w powietrzu doskonale można było wyczuć przepełniające je uczucie bólu, krzywdy, popełnionych błędów.
    Charlie powoli podniósł się z miejsca i bez słowa ruszył w kierunku wyjścia, odprowadzany moim wzrokiem. Zanim wyszedł jednak z pokoju, odwrócił się w moją stronę i dostrzegłam łzy, których nie mógł powstrzymać.
    - To jeszcze nie koniec, Marti – powiedział cicho. – Nie zrezygnowałem z nas.
    Po tych słowach wyszedł, zostawiając mnie samą. Tępo wpatrywałam się w przejście na przedpokój, starając się zrozumieć wszystko to, co zaszło. Czułam się pusta, pozbawiona jakichkolwiek emocji.
    Straciłam wszystko to, co kochałam. Na swoje własne życzenie.
    - Okłamałaś mnie.
    Spojrzałam na Domi, która stała w przejściu i patrzyła na mnie z niedowierzaniem. Chciałam już coś powiedzieć, jednak dziewczyna odwróciła się na pięcie i wyszła, a po chwili do moich uszu doleciał hałas zatrzaskujących się drzwi, prawdopodobnie od naszego wspólnego pokoju.
    Jedyne, czego pragnęłam w tym momencie, to zniknąć i już nigdy nie wrócić.”


    Westchnęłam i otarłam rękawem bluzy mokre policzki. Zaraz potem zaczęłam przerzucać piasek, na którym siedziałam przed domem, z ręki do ręki, przyglądając się małym drobinkom.
    Nagle usłyszałam głośne przekleństwo Domi, więc odwróciłam głowę aby sprawdzić, co się stało. Szatynka trzymała swój telefon przy uchu, najwyraźniej starając się do kogoś dodzwonić.
    W pewnym momencie wstała z łóżka i podeszła do rozsuniętych drzwi, po czym posłała mi wściekłe spojrzenie. Wciąż była na mnie zła za wszystko, co zrobiłam.
    - Louis w ogóle nie odbiera moich telefonów – warknęła. – Mam nadzieję, że nie przez ciebie i przez to, jak postąpiłaś.
    Po tych słowach odwróciła się i wyszła z pokoju, ponownie przykładając komórkę do ucha. W moich oczach zebrały się kolejne łzy; w jej głosie było tyle jadu i złości, że to aż przytłaczało.
    Naprawdę marzyłam o tym, aby cofnąć czas i naprawić wszystko, co zrobiłam.


2.


    Zdenerwowana co chwila zerkałam na wyświetlacz telefonu, modląc się w duchu, aby Louis w końcu odebrał ode mnie, albo sam zadzwonił. Wiedziałam, że nie może być zajęty żadnymi wywiadami czy innymi sprawami związanymi z zespołem, ponieważ sam mówił mi, że tego dnia wszyscy razem odpoczywają w domu.
    Nie odezwał się do mnie od wczorajszego po południa, kiedy wszystko się skomplikowało. Podejrzewałam, że Zayn musiał opowiedzieć mu, co zrobiła Martina. Miałam tylko nadzieję, że nie jest z tego powodu zły na mnie.
   Nagle z komórki, którą trzymałam, dobiegł głośny dźwięk dzwonka, sprawiając, że o mało nie upuściłam urządzenia. Widząc na wyświetlaczu numer Louisa, bez zastanowienia nacisnęłam na zieloną słuchawkę.
    - Już myślałam, że nigdy nie zadzwonisz.
    Po drugiej stronie słuchawki przez chwilę panowała cisza, która nie wiedząc czemu sprawiła, że żołądek skręcił mi się ze zdenerwowania.
    - Przepraszam – odezwał się w końcu chłopak, jednak jego głos był jakiś cichy i pozbawiony emocji. – Musiałem przemyśleć niektóre sprawy.
    Zmarszczyłam brwi, nie rozumiejąc o co dokładnie mu chodzi. Chciałam już coś powiedzieć, jednak szatyn kontynuował.
    - Domi, wiem, że mieliśmy się jutro spotkać, ale to chyba nie wypali – powiedział tak cicho, że musiałam wytężyć słuch, żeby zrozumieć, co mówi.
    Niestety,  jego słowa całkowicie mi się nie spodobały. Usiadłam na kanapę w salonie, w którym się znajdowałam, zamknęłam oczy i wzięłam głęboki wdech.
    - Nie ma sprawy, możemy zobaczyć się następnego dnia – odparłam, siląc się na spokój. Starałam się sprawić, aby wyglądało tak, że wszystko jest jak w najlepszym porządku.
     Kolejna cisza ze strony chłopaka niestety boleśnie uświadamiała mi, że wcale tak nie jest.
    - Domi, przepraszam, ale myślę, że w ogóle nie powinniśmy się już spotykać – słowa chłopaka uderzały we mnie, przyprawiając o mdłości. – Za jakiś czas wrócisz do domu, nasze drogi się rozejdą i będzie tylko gorzej.
    Z trudem powstrzymywałam cisnące się do oczu łzy przed wypłynięciem na policzki. Zacisnęłam pięść na materiale moich spodni, starając się nie rozpłakać w słuchawkę.
    - Louis, jeśli chodzi o to, co zrobiła Marti, to naprawdę mi przykro, ale…
    - Tu nie chodzi tylko o to – przerwał mi. – Martina postąpiła okropnie, to fakt. Ale to mi tylko uświadomiło, że kiedy wrócisz do domu… Może tam też kogoś spotkasz. A ja nie chcę przez to przechodzić. Naprawdę mi przykro. Cześć.
    Rozłączył się, a ja przez jakiś czas wciąż trzymałam telefon przy uchu, wsłuchując się w sygnał przerwanego połączenia. Dopiero kiedy uświadomiłam sobie, co właśnie się stało, rzuciłam urządzeniem, które przeleciało przez pokój i odbiło się od ściany, a cała obudowa rozleciała się na kawałki.
    Nie przejmowałam się tym teraz. Jedyne, co wciąż krążyło mi po głowie, to słowa Louisa. Nie mogłam uwierzyć, że to wszystko się dzieje. Cała ta sytuacja z Martiną, Zaynem i Charliem i tak była już zbyt skomplikowana.
    To miały być po prostu wspaniałe wakacje. A wszystko tak bardzo się zmieniło. Nie chciałam tego przeżywać, jedyne, czego pragnęłam, to znów czuć się tak szczęśliwa, jak jeszcze kilkanaście godzin temu.  
    Nie powinnam tego robić, ale chcąc nie chcąc, za wszystko to winiłam Martinę. Gdyby nie jej kłamstwa, żadna z tych rzeczy nigdy nie miałaby miejsca. Wciąż spędzałybyśmy czas z najlepszymi osobami, jakie spotkałyśmy w swoim życiu.
    Z drugiej strony potrzebowałam teraz kogoś, z kim po prostu mogłabym porozmawiać, a miałam tylko Marti. Oczywiście mogłabym pójść do cioci Adrianny, ale to nie było to samo. Nie wiedziałam, czy mnie zrozumie, a poza tym nie chciałam zawracać jej głowy naszymi sprawami.
    Nagle do moich uszu doszedł dźwięk dzwonka do drzwi, więc powoli podniosłam się z miejsca i poszłam otworzyć.
    Na progu stał Puck, starszy brat Charliego. Najwyraźniej nie myliłam się, kiedy wydawało mi się, że to jego widziałam, wracając do domu z Louisem.
    - Co ty tu robisz? – spytałam niezbyt miło, unosząc do góry brwi. – Myślałam, że razem z Charliem wyjechaliście już z miasta.
    Chłopak bezczelnie przecisnął się obok mnie do środka i posłał mi szeroki uśmiech.
    - Charlie nie poddaje się tak łatwo, zapomniałaś? – powiedział, a jego uśmiech nie schodził mu z twarzy. – I ciebie też miło jest widzieć, Domi. Pomyślałem sobie, że skoro jestem już w tak pięknym mieście, potrzebuję kogoś, kto mnie oprowadzi. Co ty na to?
    Westchnęłam, słysząc propozycję Collina. Naprawdę nie miałam teraz ochoty wychodzić gdziekolwiek, a już szczególnie z nim. Nie darzyłam go zbyt wielką sympatią. Bywały dni, kiedy był naprawdę fajnym kolesiem, jednak wszystko zmieniło się, kiedy uznał, że jest we mnie zakochany i nie potrafił zrozumieć, że ja nie jestem w stanie odwzajemnić jego uczuć.
    - Jestem zmęczona i nie mam ochoty nigdzie wychodzić, Puck – odpowiedziałam i szerzej otworzyłam drzwi. – A teraz, proszę, idź już.
    Chłopak zmarszczył brwi i przyjrzał mi się uważnie. Uśmiech nie gościł już na jego twarzy, zamiast tego pojawił się delikatny grymas złości.
    - Szkoda – odparł w końcu. – Gdybyś zmieniła zdanie, po prostu do mnie zadzwoń.
    Po tych słowach wyszedł z domu, a ja z trzaskiem zamknęłam za nim drzwi. Oparłam się o nie i wzięłam kilka głębokich wdechów. Nie wiedząc czemu, poczułam lekkie wyrzuty sumienia, że tak potraktowałam chłopaka. Nie powinnam wyładowywać się na nim, skoro niczemu nie był winny.
    I naprawdę potrzebowałam teraz towarzystwa, a wiedziałam, że chłopak w jakiś sposób może sprawić, że na chwilę zapomnę o tym wszystkim, co dzieje się wokół mnie. Nawet jeśli nie potrafił zrozumieć kilku rzeczy, jedno musiałam przyznać – jego poczucie humoru potrafiło poprawić nastrój każdemu.
    Nie zastanawiając się dłużej, wzięłam jeszcze jeden głęboki wdech i wybiegłam z domu, z zamiarem zatrzymania chłopaka.
    Miałam tylko nadzieję, że nie będę tego żałowała. 

23 komentarze:

  1. Będziesz tego żałowała potem, Domi! Będziesz!!!

    Boże, płakałam. Tak serio-serio - płakałam! DLACZEGO?NIEWIEMMOŻEPOPROSTUPISZESZZADOBRZEIPOWINNAMSIETERAZUCZYCMATMYALEWOLECZYTACTWOJEOPOWIADANIE?!! Powodzenia w rozszyfrowaniu tego, tak by the way :P
    A teraz do rozdziału:
    Tak bardzo szkoda mi Zayna, że aż w ogóle nie jest mi szkoda Charliego. Przepraszam, Charlie!
    Nic jednak nie pobiję smutku jaki czuję, gdy myślę o Domi. Ta rozmową z Lou. No. Po prostu brak słów. Tak mi źle z tym, że on jej powiedział te wszystkie rzeczy! I teraz jeszcze co? Ona i Puck wyjdą gdzieś razem i Lou ich zobaczy, tak? Boże, proszę Cię, żeby tak nie było!
    Bieeeedna Domi :(((

    Wiesz, że uwielbiam Twoje opowiadanie? (i już głosowałam w sondzie, gdy tylko zobaczyłam, że jest na niej Twój blog ;) ) Pisz dalej, bo już nie mogę się doczekać co będzie dalej! :)

    xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten rozdział był tak cholernie smutny, tak cholernie przepełniony bólem, rozpaczą i złością. Ale naprawdę nie ma się czemu dziwić. Te wszystkie wydarzenia nie mogły prowadzić do niczego innego. Martina sama wybrała drogę kłamstwa, nie do końca zdając sobie sprawę z późniejszych konsekwencji. Myślała, że jakoś uda jej się wszystko zataić, a tak naprawdę doszło do gorącej, niezręcznej konfrontacji. Nie jestem w stanie postawić się na miejscu ani Martiny, ani Charliego, ani nawet Zayna. Nie mogę wyobrazić sobie, co czuli. Martina znalazła się chyba w najgorszej sytuacji z całej trójki. Musiała wziąć na siebie cierpienie zarówno Malika jak i Charliego, a na dodatek złość Domi. Nie wątpię, że od samego początku chciała dobrze, ale powinna była podjąć ostateczną decyzję, kiedy zrozumiała jak ważny jest dla niej Zayn. Charlie... Przyjechał z myślą o wspaniałym spędzeniu czasu z dziewczyną, a tutaj nagle okazuje się, że ta znalazła sobie kogoś innego, do kogo się przywiązała. Chłopak zapowiedział już stanowczo, że nie odpuści i coś mi się wydaje, że dotrzyma słowa i może jeszcze nieźle namieszać w życiu Martiny. No a Zayn.. Oberwał chyba najbardziej. Miał nadzieję na coś trwałego i pięknego u boku dziewczyny, jednak musiał odłożyć swoje plany na dalszy plan. Nie ma wątpliwości co do tego, że Martina po prostu go oszukała i nie dziwię się jego reakcji. Miał słuchać jej wyjaśnień? Po co? Wszystko było jasne. Mam jednak nadzieję, że Marti zdecyduje się ponownie wyjaśnić wszystko Malikowi, a ten nie odrzuci jej i będzie w stanie chociaż wysłuchać tego, co ma do powiedzenia. Nie oczekuję, że od razu jej wybaczy. Ale przecież znaczyła dla niego wiele i na pewno to jedno wydarzenie nie skreśli tego, co względem niej czuje.
    Ale tak szczerze mówiąc najbardziej to jest mi szkoda Domi. JASNA CHOLERA. LOU. ODBIŁO CI? Owszem, dało się odczuć, że jemu również jest bardzo przykro z powodu tej decyzji, ale no.. przecież nie musiał tak postępować. Sytuacja Martiny i Zayna to jedno, a jego więź z Domi to co innego. Nie powinien łączyć ze sobą tych faktów, chociaż staram się rozumieć jego obawy. Wakacje dziewczyn któregoś dnia się skończą i chcąc nie chcąc, będą musiały opuścić Los Angeles. I co wtedy? Louis po prostu nie chce się przyzwyczajać i robić sobie niepotrzebnych nadziei, ale myślę, że Domi nie jest osobą tego typu i nie wywinęłaby podobnego numeru co Martina. Po prostu jest mi jej cały czas szkoda, bardzo liczyła na tę znajomość z Tomlinsonem, a on potraktował ją w taki sposób. Coś mi się jednak zdaje, że ten przystojniaczek będzie chciał zawalczyć jeszcze o Domi, no przynajmniej się tego po nim spodziewam! LOU, SŁYSZYSZ? Co do Packa.. Nie wiem, jakoś nie darzę go szczególną sympatią, ale może faktycznie dziewczyna trochę odpręży się w jego towarzystwie. Ale i tak wiem, że będzie żałowała tego spotkania. Możliwe, że w trakcie spotka Louisa, który tylko utwierdzi się w swoich obawach. NIE. Tak nie może się stać. Z niecierpliwością czekam na rozdział kolejny, dużo weny, kochana <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *Pucka! Ach, ta przeklęta literówka..

      Usuń
  3. Martina popełniła najgorszy błąd w życiu. Dopuściła się zdrady, a dla mnie coś takiego jest niewybaczalne. Nie dziwię się reakcji Zayna. Dziewczyna narobiła mu nadziei, skłamała, że zerwała z Charlie'm, bawiąc się uczuciami ich obojga. Nigdy nie zrozumiem co nią kierowało. Chciała mieć jednego faceta na wakacjach, a drugiego po powrocie w domu? Najbardziej dziwi mnie to, że Charlie chciał wrócić do Martiny i dać jej kolejną szansę! Był gotów zabrać ją do domu i odbudować to, co przecież ona ZNISZCZYŁA. Musi naprawdę kochać dziewczynę skoro jest w stanie wybaczyć zdradę.
    Cieszę się, że Martina nie wróciła z Charlie'm do domu. Nie tylko dlatego, że nie zasługuje, by z nim być, ale głównie dlatego, że pokazała, iż ma choć odrobinę godności. No i Malik znaczy dla niej bardzo dużo... Tylko co Charlie miał na myśli mówiąc, że jeszcze nie zrezygnować z ich związku?
    Dominica ma święte prawo być wściekła na przyjaciółkę. Doskonale ją rozumiem, ponieważ ja sama nawet w najmniejszym stopniu nie poparłabym zachowania Martiny. W dodatku Louis nie odbiera telefonu od Domi, a to nie jest dobry znak. W końcu ona niczemu nie zawiniła!
    Louis zadzwonił... Nie mogę jednak uwierzyć, że postanowił zrezygnować z znajomości z Domicą. Z jednej strony go rozumiem i ma rację: gdy dziewczyna wyjedzie może się zakochać i związać z kimś innym. Ponadto Lou będzie koncertował, jeździł po świecie i trudno im będzie utrzymać związek na odległość. Jednak zrozumiał to dopiero po tym, co Martina zrobiła Zayn'owi... Nie dziwię się Domi, że o wszystko obwinia Marti. Niestety to ona tutaj zawaliła...
    Pojawienie się Pucka sprawiło, że w mojej głowie pojawiła się myśl: "ERROR! Domi zawracaj!". Już na wstępie jakoś niespecjalnie obdarzyłam tego chłopaka sympatią. Od razu widać, że ma jakieś plany wobec naszej bohaterki. No i jest w niej zakochany... Nie rozumiem, dlaczego dziewczyny zawsze gdy jest źle próbują szukać pocieszenia w innych facetach. Ja wiem, że musimy czuć się kochane, potrzebne i wiedzieć, że ktoś z nami jest, przytuli, pocieszy... Ale, kurde! Puck?! Boję się co z tego może wyniknąć. Ale może Louis wtedy zrozumie, że nie chce stracić Domi? Zobaczymy.
    Mam nadzieję, że wena Cię nie opuści, kochana! Rozdział pisało Ci się ciężko? A tak przyjemnie się go czytało! :)
    Czekam na nowość <3.

    OdpowiedzUsuń
  4. Domi, skarbie, nie biegnij za nim i go nie zatrzymuj, bo będziesz tego żałować! Zobaczysz! Ciocia Weronika już przewiduje co się stanie. Domi będzie przechadzać się po plaży z Puckiem, a wtedy spotkają Louisa, który szedł do niej ją przeprosić za to, że tak postąpił i chciałby z nią nadal się spotykać. Ale spotykając ich pomyśli, że Domi już o nim zapomniała i w ten sposób się pociesza i zrezygnuje z niej.. Boże, proszę, nie rób tak!
    Martina mnie wkurzyła. Ma to na co zasłużyła. Jednak mam nadzieje, że pogodzi się z Zaynem :) Pozdrawiam x

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam cholernie mieszane uczucia wobec Martiny. Z jednej strony uważam, że zdrada to coś niewybaczalnego i naprawdę przykro mi z myślą, że dziewczyna zdradziła dwie osoby naraz, jednocześnie okłamując przy tym najlepszą przyjaciółką. Z drugiej strony nie jestem jej w stanie tak do końca potępić, zwłaszcza że widzę, jak się teraz czuje. Nie wiem, co sobie myślała i mimo wszystko mam ochotę nią potrząsnąć, nakrzyczeć, żeby się obudziła, ale jednocześnie mam w sobie odrobinę jakiegoś tam zrozumienia. Była z Charliem na tyle długo, że przywiązanie okazało się dominujące, to dlatego nie mogła z nim zerwać, nawet gdy do jej życia wkradło się nowe uczucie, skierowane teraz wobec Zayna. Mimo wszystko Martina powinna trzymać Malika na dystans, póki nie podjęłaby decyzji dotyczącej tych dwóch chłopaków. Skrzywdziła ich obu i naprawdę się dziwię, że Charlie nie chce się poddać. Ja chyba nie potrafiłabym czegoś takiego wybaczyć. A Zayn? On też pewnie czuje się strasznie, wyobraziłam sobie to jego smutne spojrzenie i mnie samej zrobiło się przykro...
    Chyba jednak nic nie zabolało mnie aż tak bardzo, jak słowa Louisa. Wprost nie mogłam w to wszystko uwierzyć. Myślałam, że jest nieco wściekły na Dominicę ze względu na to, że jej przyjaciółka zraniła jego kumpla, ale on tymczasem definitywnie zakończył jakąkolwiek znajomość. A wiesz, co jest najlepsze? Nie potrafię go za to winić. Nie mogę nawet być na niego wkurzona, bo w jego słowach było naprawdę mnóstwo prawdy i w gruncie rzeczy nie ma co się dziwić, że zdecydował się na coś takiego... Mimo wszystko mam nadzieję, że Domi i Lou odnajdą drogę do siebie, podobnie jak Marti i Zayn, bo im kibicuję - Charliego nie lubię w dalszym ciągu.
    Co do Pucka, to nie podoba mi się ten chłopak i mam nadzieję, że Dominica nie wpakuje się przez niego w kłopoty.
    Mnie osobiście rozdział bardzo przypadł do gustu, świetnie przedstawiłaś uczucia obu bohaterek. Oj, nieźle się pokomplikowało, oby wszystko wyszło na prostą...
    Czekam na ciąg dalszy <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Kompletnie nie wiem, co mam napisać o zachowanie Marti. Z jednej strony jestem na nią zła za takie potraktowanie obu chłopaków, ale jednocześnie jej współczuję, czytając o tym, jak się teraz czuje. Kocha i Zayn'a, i Charlie'go a obu niewyobrażalnie rani...
    Co do Domi, to szkoda, że tak wyszło. Podobała mi się wizja jej i Louis'a jako pary. Ale cóż, może Lou się opamięta
    Życzę weny i czekam na kolejny rozdział ♥

    Pozdrawiam, Rachel

    OdpowiedzUsuń
  7. Louis chyba będzie miał randkę w ciemno z moją pięścią :| należy mu się
    Martina... hm... trochę mnie rozzłościła, ale jej wybaczam :3
    Wenę Ci oddaję, więc rozdział niedługo, co nie? ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nareszcie!
    Tak długo czekałam na ten rozdział i w końcu zabrałam się za przeczytanie go. Kurcze, tak bardzo szkoda mi Zayna, nie wyobrażam sobie co musial czuć. Charlie to damo. To kochane z jego strony, że wybaczył Marti, podziwiam go, ja nie byłabym w stanie. Biedna Domi, co teraz? Louis nie chce z nią rozmawiać, wszystko się skomplikowało, jejku... A było tak cudownie.
    Dobra, kończę, wybacz, ze tak krótko, ale nie mam jakoś weny żeby napisać coś dłuższego, wybacz:(

    OdpowiedzUsuń
  9. Domi! W tej chwili przestań go gonić i leć do Louisa! Pokaż mu, że Ci zależy. Martina postąpiła okrutnie, ale to nie znaczy, że relacja Domi-Lou musi się tak zakończyć. Płakałam prawie przez cały rozdział. Potrafię sobie wyobrazić ból jak czuł Zayn. I zgadzam się z Florenss, uczucie żalu wobec Malika jest tak silne, że ciężko jest współczuć Charliemu. Marti jest sama sobie winna. Gdyby naprawdę chciała być z Zaynem, to zerwałaby rzeczywiście z chłopakiem. Byłaby szczera. Jestem ciekawa co będzie dalej. Daj znać :)
    [spojrz-w-moje-oczy.blogspot.com]
    tt: @Gattino_1D
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Boskie! Jezu jak oni się pożarli... Podoba mi się bardzo, a nie moge sie rozpisać ;cc ten szlaban <333333

    uwierzmimimowszystko.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Zostałaś nominowana do Liebester Award :) Więcej info na: http://dziewczyna-z-venus.blogspot.co.uk/p/liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń
  12. niedobry Lou!! mam nadzieje ze jakos sie ulozy z Zaynem i Charliem..
    a tak to zajebisty!!!! <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Ah te zaległości... Jak widać takich malutkich też sobie u ciebie narobiłam, ale już jest dobrze. Rozdział jest naprawdę, ale to naprawdę mocno przepełniony emocjami i jakoś tak mam wrażenie, że wystarczyła chwila, jedna źle podjęta decyzja, a wakacje obu dziewczyn z bajki przepełniły się w pełen bólu koszmar. Zdecydowanie to, co działo się do chwili pojawienia się Charliego można nazwać bajką, pięknym snem, który się urzeczywistnił i który chciałaby przeżyć prawie każda dziewczyna. Cóż ja na pewno. Sytuacja, która jednak nastąpiła teraz jest o wiele mniej przyjemna i trzymam mocno kciuki, aby dziewczyny otrzymały jeszcze szansę powrotu do tych, wcześniejszych magicznych chwil. Jakoś tak pozytywnie mnie one napędzały. Poza tym obawiam się tego, co zawarłaś na koniec tego rozdziału, Nie wiem dlaczego, ale jakoś tak wolałabym, aby Domi nie biegła za chłopakiem... Eh czekam na więcej. Pozdrawiam i dużo weny życzę :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo podobał mi się ten rozdział. Był taki przepełniony cierpieniem, ale i prawdziwymi uczuciami. Wspaniale oddajesz emocje bohaterów, ich rozterki oraz problemy. Masz bardzo dobry styl, twoje opowiadanie czyta się przyjemnie i lekko.
    Wydaje mi się, że Martina nie miała pojęcia, jakie konsekwencje przyniosą jej działania. Z jednej strony jej zachowanie zdaje się być podłe i okrutne. Zdrada to coś, co naprawdę ciężko wybaczyć. Z drugiej jednak - widząc rozterki nią władające - jest mi jej po prostu żal! Nie chciała nikogo skrzywdzić, a wyszło jak wyszło. Niestety, life is brutal...
    Nie dziwi mnie postępowanie Zayna. Nie wyobrażam sobie innej reakcji z jego strony. Został najzwyczajniej w świecie oszukany!
    Charlie to wspaniały człowiek. Nie dość, że wybaczył Martinie jej postępowanie, to jeszcze obiecał, że będzie o nią walczył. Zdaje mi się, że na pustych słowach się nie skończy... :)

    Jeśli zaś chodzi o Domi i Lou, to nie można dziwić się jego postępowaniu. Chłopak - po tym, co zrobiła Martina - zwyczajnie się boi. Mam jednak nadzieję, że odważy się i da dziewczynie szansę. W końcu nie można mierzyć wszystkich jedną miarą!

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie na www.non-clamabit.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. omggggggggg! Uwielbiam twoje opowiadanie! Masz OGROMNY talent *-* W wolnym czasie zapraszam na mój blog: http://never-be-well.blogspot.com/ i na blog mojej przyjaciółki: http://story--of-my--life.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  17. Świetny rozdział :3
    Masz nominację do Liebster Award ;)
    Szczegóły u mnie ---> http://storyofniall.blogspot.com/2013/12/liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń
  18. Wow! Zaciekawiłaś mnie swoim opowiadaniem.
    Jestem ciekawa dalszych losów głównej bohaterki ♥
    Czekam na następny rozdział :)

    W wolnej chwili zapraszam do siebie :*
    http://to-win-dreams-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  19. Cześć, pewnie nie wiesz kim jestem, ale ja wiem, ze jestem twoją nową czytelniczką. Dzisiaj trafiłam na twoje opowiadanie i muszę ci złożyć ogromne gratulacje. W tak krótkim czasie doprowadziłaś mnie do łez. Twój styl pisania i opis tych sytuacji wydaje się wręcz perfekcyjny. To w jaki sposób rozpoczęłaś to opowiadanie jest świetne pod każdym względem, ale to jedno zdanie sprawiło, że zapragnęłam przeczytać to opowiadanie-" Ja po prostu nie mogłam tego wyżucić". Wspaniały romans obu bohaterek z prawie idealnymi chłopakami ze sławnego zespołu poznanego na wakacjach w Los Angeles. To wydaję się takie nieprawdopodobne i niemożliwe, ale w twoim opowiadaniu zarazem takie realne.
    Odnosząc się do tego rozdziału ( który swoją drogą jest równie perfekcyjny jak pozostałe) opisałaś uczucie bólu lepiej niż ja próbowałam wiele razy. Jeśli chodzi o Zayn'a, Marti i Charliego, jestem załamana. NIe zbyt przejmuję się Charlim, chociaż zawsze z góry broniłam zdradzonych, ale Zayn w tej sytuacji przebił go na głowę. Naprawdę. Mogę sobie jedynie wyobrażać co czuł w takiej sytuacji i tak wiem, że to mało. Po mimo tego, że nienawidzę osób które zdradzają, pomimo swoich zapewnień zrobiło mi się okropnie żal Marti.
    Lecz prawdziwą udręką było czytanie o Lou i Domi. Ta rozmowa, przyprawiła mnie o łzy. Choć całkowicie rozumiem postawę Louisa rozumiem także cierpienie Domi. To wydaje się takie nieprawdopodobne...
    Cóż, czekam na następny rozdział. Miley xx

    OdpowiedzUsuń
  20. Boże jaki cudny *.* Chciało mi się trochę ryczeć :C ojejjjj c: Czekam na nn:*

    Jak masz chęć i czas to zapraszam to siebie ;)
    http://blackniallhoran.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  21. Witaj, chciałam Cię poinformować, że został zmieniony Regulamin na :
    http://spis-blogow-1d.blogspot.com
    Dodatkowo zachęcam na zgłoszenie się na konkurs Blog Miesiąca ! :D
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń